Oto kolejny wywiad z cyklu Metr merdającej rozmowy. Przed Wami rozmowa z panią Zuzanną i opowieść o dwóch psach, walce o zdrowie, trudnych pożegnaniach i radości z adopcji.

 

Wiktorek najbardziej lubił spać

Wiktorek najbardziej lubił spać

KLUB JAMNIKÓW: Zaczęło się od Wiktorka, którego klubowicze bardzo dobrze znają i kojarzą wiele jego historyjek, ale prosze przypomnieć skąd psiak się u pani wziął?

Wiktorek mieszkał piętro wyżej u sąsiadki. Po jej nagłej śmierci nie było osob, chciałyby się nim zaopiekować. Ponieważ Wiktorka znałyśmy od szczeniaczka podjełyśmy decyzję o jego adopcji. Wiktorek zamieszkał z nami w domu w czerwcu 2006 roku.

KLUB JAMNIKÓW: Od razu psiak się zaklimatyzował czy wystąpiły jakieś niespodzianki?

Z sąsiadką miałyśny bardzo dobry kontakt, właściwie codziennie do nas zaglądała i Wiktorek robił "rundkę po domu". Zawsze dostawał jakiś smakołyk, więc nasz dom nie był dla niego obcym środowiskiem. Owszem, przez pierwsze dni był zdezorientowany i smutny, bo nie wiedział dlaczego nie ma przy nim jego pani, ale z każdym dniem było coraz lepiej i Wiktorek zaczął się do nas przywiązywać. Nie było żadnych problemów typu załatwianie się w domu czy też niszczenia rzeczy. Jedynie od początku występował lęk separacyjny, objawiąjący się wyciem po naszym wyjściu z domu.

KLUB JAMNIKÓW:  Ale jakoś udało się o przezwyciężyć?

Zawsze mu powtarzałyśmy, że idziemy zarabiać na jego michę i poranne wyjścia do pracy tolerował. Popołudniowe wyjścia były większym problemem i z czasem organizowałyśmy tak czas, aby zawsze ktoś z nim był. Z wiekiem natomiast te problemy się zmniejszyły.

KLUB JAMNIKÓW: Czyli Wiktorek uwielbiał towarzystwo swoich ludzi. Pamiętam historię z czereśniami [wspomniana została tutaj], a może pani jeszcze przytoczyć kilka innych? Myślę, że są bezcenne.

A oczywiście, jest tego sporo. Wiktorek był psem przyjaźnie nastawionym do otoczenia, każdą osobę witał, śmiałyśmy się, że nawet jakby złodziej przyszedł, to by jeszcze pomógł wynieść. I tak pewnego dnia zapukał do nas listonosz z paczką. Wiktorek oczywiście wyszedł obwąchać pana, my odebrałyśmy paczkę i zamknęłyśmy drzwi. Nie minęło kilka minut, znowu ktoś dzwoni. Otwieramy, a tam listonosz: "proszę pani jeszcze piesek został". Wiktorek siedział na wycieraczce. Drugą taka sytuacją była wymiana rur w całym bloku. Dopóki wiercono, Wiktorek siedział w przy nodze. Gdy skończyło się wiercenie, pobiegł zobaczyć, co się dzieje i nastała cisza. Zaniepokojona wyszłam z pokoju, a tam ani robotników, ani psa. Wyszłam na klatkę, a tam Wiktorek siedzi pośrodku panów, ktorzy oczywiście jedzą śniadanie. I tak oto został "kierownikiem robót".

No podziel się nie jedz sama

No podziel się, nie jedz sama!

KLUB JAMNIKÓW: Piekne wspomnienia! Czyli to był bardzo pro-ludzki pies. A do innych psów i kotów też taki był?

O nie, Wiktorek tępił wszystkie większe psy od siebie. Koty tolerował, natomiast nie miał z nimi dużej styczności.

KLUB JAMNIKÓW: Większe psy... czyli taki trochę pies zaczepno-obronny? Na początku zaczepia, a potem trzeba go bronić? Często tak bywało?

Spacer był zawsze stresem, oczy dookoła głowy, czy nie wynurza się jakiś duży pies. Ale i zdarzało się, że małe dostawały od niego.

KLUB JAMNIKÓW: A kto był dla niego ludzkim przedownikiem? Pani czy może córki? Słuchał się czy stawiał na swoim?

Ja byłam. Na początku się stawiał, ale szybko zrozumiał, kto tu rządzi. Byłam dla niego najważniejsza. Córka mogła wychodzić z domu i był spokoj, ale gdy ja wyszłam, to nie spał, praktycznie zawsze siedział pod drzwiami i czekał na moj powrót, nawet gdy ktoś z domownikow z nim był.

KLUB JAMNIKÓW: To taki pies, z którym mogłaby pani zrobić wszystko, a on i tak by na to pozwolił?

Tak, dokładnie

KLUB JAMNIKÓW: Kiedy zaczęły się problemy ze zdrowiem, jaki wtedy był Wiktorek? Podobno pies czuje smutek właściciela, walczy o powrot do zdrowia.

Problemy ze zdrowiem zaczęły się od września 2014 roku, kiedy to stwierdzono u niego zespoł Cushinga. Początkowo zaczął się objawiać dużym pragnieniem, a co za tym idzie, częstym sikaniem. Po podaniu vetorylu kilka miesięcy było dobrze. Potem dołączyły problemy z kręgosłupem. W kwietniu 2015 dostał krwotoku z pyska niewiadomego pochodzenia. Od tamtej pory było coraz gorzej. Stracił apetyt, chudł, był coraz bardziej nieobecny, pojawiły się problemy demencyjne, przestał nas poznawać, reagować na nasze wyjścia i powroty. Było widać, że dzieje się coś złego, ale cały czas wałczyłyśmy o jego zdrowie. Niestety przegrałyśmy tę walkę.

KLUB JAMNIKÓW: I do samego konca jednak była nadzieja na to, że jakoś to będzie? Wiktorek odszedł w podobnym czasie co Jerry [historia Jerrego - jamniczka z Fundacji Jamniki Niczyje] - to był wyjątkowo zły czas dla jamników. I dla nas, właścicieli, bo w domu została ogromna pustka, prawda?

Nadzieja była, tym bardziej, że ostatnie wyniki krwi były dobre. Jednak zmiany w mózgu były tak duże, że Wiktorek całymi dniami i nocami chodził pod domu, wchodził w kąty, wył. Ostatnia noc była straszna, bo było widać, że bardzo cierpi. Weterynarz powiedział, że zrobiłyśmy już wszystko. Musiałyśmy podjąć najtrudniejszą dla nas decyzję... Po powrocie do domu zastała nas ogromna pustka. Już nikt nie chodził, nie wchodził w kąty, nie było kogo pilnować. To było straszne.

chory wiktorekChory Wiktorek

 

KLUB JAMNIKÓW: To bardzo trudne zadecydować o tym, co nieuniknione prawda? Ma pani jakieś rady, jak to zrozumieć, ogarnąć? Da się w ogóle, czy po prostu trzeba to "odchorować"?

Przede wszystkim powtarzałysmy sobie, że nie można dla własnego egoizmu pozwolić przyjacielowi cierpieć. Nasz weterynarz bardzo nas wspierał w tym czasie i powtarzał, że o Wiktorka walczymy tak długo, póki ma radość z życia i nie cierpi. Wspominałyśmy Wiktorka codziennie, łzy leciały i powoli starałyśmy się z tym oswoić. Bardzo pomogło mi wsparcie grupy z Klubu Jamników, a także opisywanie historii Wiktorka.

KLUB JAMNIKÓW: Trzeba przyznać, że te historie spotkały się z bardzo żywym odbiorem klubowiczów. Chciałaby pani przytoczyć jeszcze jakąś?

Wiktorek, gdy słyszał nasze kroki na klatce, zaraz chwytał kapcia i wybiegał z nim w pysku. Sąsiad kiedyś się smiał, że nawet przynosi kapcie domownikom. Nie będę mowić, ile razy ten kapeć został na klatce i dopiero po jakimś czasie orientowałyśmy się, że jednego brakuje. Ciekawe, co myśleli sobie sąsiedzi.

KLUB JAMNIKÓW: Historie o psach, co przynoszą kapcie jednak są prawdziwe! Prawdziwe jest też to, że drugi pies potrafi zaleczyć smutek po odejściu pierwszego?

Może nie zaleczyć, ale złagodzić. Ja nie chciałam kolejnego pieska, przynajmniej nie tak szybko. Córka natomiast cały czas namawiała na kolejnego jamniczka. Pewnego dnia pokazała mi zdjęcie Szoguna, ktore wysłała jej pani Edyta z Fundacji Jamniki Niczyje. I wtedy serce zabiło mi mocniej i już nie mogłam przestać o nim myśleć.

KLUB JAMNIKÓW: I efektem tego była adopcja. Znowu dała pani dom potrzebującemu psu - wiele osób chciałoby tak psom pomagać, ale się boją. Może przekona ich to, jakie to jest uczucie?

Przed wyjazdem po Pikselka były obawy, czy nas zaakceptuje, jak odnajdzie się w nowym środowisku. Już w drodze do domku Pikselek się tulił, ale także był wystraszony, pełen obaw. Już podczas drogi wiedziałyśmy, że pokochamy go tak jak Wiktorka i odczarujemy jego złe wspomnienia z przeszłości. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że daje się pieskowi nowe życie, jednak każdy do tej decyzji musi sam dojrzeć, bo bierze się odpiwiedzialność za psa i tak już skrywdzonego przez los.

13120744 1716218651983332 884187409 o

Piksel

KLUB JAMNIKÓW: To prawda, takie psiaki często na początku sprawiają jakieś problemy. Piksio jakieś miał?

Głownym problemem było sikanie w domu, mimo długich spacerow, a także strach przed ruchem ulicznym.

KLUB JAMNIKÓW: Ale udało się te problemy pokonać?

Tak, po tygodniu Piksiu zrozumial, że siku tylko na dworze. Oczywiście dywany poszły na śmietnik. Co do strachu, to jest dużo lepiej, choć czasem zdarza się, że coś go wystraszy i się kuli.

KLUB JAMNIKÓW: A te oczy Pikselka? On chyba potrafi na nie wyżebrać wszystko...

Tak, oczy ma cudowne. Nie sposób im się oprzeć i bardzo często mu ulegamy.

Czy te oczy mogą kłamać Pikselek

Czy te oczy mogą kłamać?

KLUB JAMNIKÓW: Jakieś przygody? Piksel miał już jakieś warte zapamiętania?

Pikselek jest bardzo czujny, reaguje na wszelki ruch na klatce, a także...w telewizorze! Ostatnio zobaczył w nim biegnącego psa i tak ruszył z kanapy na niego, że mało nie zarył w telewizor. Piesek szybko zniknął z ekranu, a Piksiu stał zdziwiony, gdzie zniknąl ten intruz.

KLUB JAMNIKÓW: I pewnie patrzył tymi swoimi oczyskami. Czyli adopcja się udała i jest pani szczęsliwa, że Piksel jest z Wami?

Baaaardzo! Co prawda, to córka jest dla niego najważniejsza, ale wszystkie bardzo go kochamy i tulimy. Piksiu im bardziej z nami się związuje, tym bardziej broni swjego terytorium. Każdy przekraczający próg naszego domu jest witamy głośnym szczekaniem.

KLUB JAMNIKÓW: W końcu wchodzi do jamniczego domu! I tego radosnego, głośnego szczekania życzę Wam jak najdłużej!

Dziękujemy bardzo!

13128805 1716218688649995 1996074626 o